sobota, 15 grudnia 2012

rozdział 6

            Przez kolejnych kilka piosenek nie zamieniliśmy ze sobą ani słowa, dopiero gdy Malik dostrzegł leżący tuż obok mnie segregator, wziął go do ręki i zaczął przeglądać.
- masz ładne pismo - stwierdził niemal niesłyszalnie. Czy tylko ja mam wrażenie, że to jakieś pieprzone deja vu?
- kolejny.
- ah no tak Harry - jęknął - mogę cię o coś spytać?
- nie chciałam, żeby to tak zabrzmiało. Przepraszam. - doskonale wiedziałam, o czym Zayn chce ze mną rozmawiać.
- okej - przez kolejne piętnaście minut jechaliśmy w zupełnej ciszy, aż w końcu mulat ponownie się odezwał - a tobie co?
- słucham?!
- dziewczyno! Wczoraj odstawiasz nie wiadomo co, dzisiaj się do mnie nie odzywasz! O co ci chodzi?!
- a ty co? Może lepszy? Nie widziałeś NICZEGO, a strzelasz fochy jak rasowa baba!

- doskonale wiem, co tam się działo. Nie potrzebuję wiedzieć niczego więcej!
- ah! Czyżby?! Czyli od dzisiaj mam do ciebie mówić Zayn 007 - agent do zadań specjalnych?! - po tych słowach ponownie przestaliśmy się odzywać, aż NARESZCIE dojechaliśmy na miejsce. 
           Każdy udał się w kierunku studio, jednak ja nie miałam najmniejszej ochoty tam siedzieć i słuchać tych kłamstw o tym jak wszystko i wszyscy są wspaniali. Przemierzałam szare ulice, mijałam szarych ludzi, wszystko było takie szare i ponure.
15 minut później
            Moją uwagę przykuła kawiarnia. Sprawiała całkiem dobre wrażenie. Weszłam do środka i zamówiłam gorącą czekoladę. Zajęłam miejsce przy oknie. Zaczęłam szukać telefonu w torbie, jednak moją uwagę przykuł pewien chłopak. Siedział przy stoliku naprzeciwko. Wszystko byłoby okej, gdyby nie to, że zachowywał się co najmniej dziwnie. Na głowie miał kaptur i okulary słoneczne (w ogrzewanym lokalu, gdzie lampy raczej nie drażnią oczu do tego stopnia, żeby mieć na nosie okulary) i słuchawki w uszach. Siedział, a nawet mogłabym rzec: leżał na fotelu i dziwnie spoglądał w moim kierunku. Wydawało mi się to podejrzane. Postanowiłam szybko wypić czekoladę i wrócić do studio. Już prawie kończyłam, kiedy zauważyłam, że nieznajomy zmierza w moją stronę. Zaczęłam wstawać, ale wtedy on podbiegł i pociągnął mnie za nadgarstek tak, że ponownie znalazłam się w pozycji siedzącej. Sam zajął miejsce naprzeciwko mnie.
- co tu się kur... - zaczęłam jednak nieznajomy mnie uciszył.
- ciii- syknął, po czym zdjął okulary i się uśmiechnął.
- o nie.
- cześć - powiedział, wlepiając we mnie te swoje zielone tęczówki.
- żegnam - wstałam.
- czekaj - powiedział tak głośno, że z powrotem założył okulary - usiądź - poprosił cicho.
Posłusznie wykonałam jego polecenie, jednak już po chwili zaczęłam tego żałować, gdyż pan Styles ma takie poczucie humoru, które zamiast rozbawić, wkurwia.
- poczekaj, odwiozę cię - chwycił mnie za nadgarstek, gdy łapałam za klamkę od drzwi.
- poradzę sobie.
- jak chcesz, tylko się nie zgub.
- nie bądź taki mądry - pomyślałam i ruszyłam przed siebie. Im dalej szłam, tym bardziej żałowałam swojej decyzji. Tylko się nie zgub - cholera! Właśnie to zrobiłam! usiadłam bezsilna na krawężniku przy uliczce, na której nie było ani jednej żywej duszy. Żadnego samochodu, żadnego roweru. Żadnego człowieka, żadnego psa, kota, a nawet żadnego szczura. Tylko ja i ta cholerna cisza wokół mnie. Po upływie jakiś dwudziestu minut (ah tak! Zapomniałam wspomnieć, że zasięgu też tutaj nie ma) zauważyłam zbliżające się auto. Raptownie się podniosłam i zaczęłam machać w jego kierunku mając nadzieję, że jakimś cudem się zatrzyma. Tak jak pragnęłam - zaczął zwalniać, aż w końcu stanął. Po chwili szyba zaczęła się obniżać. Coraz niżej i niżej. Już miałam coś powiedzieć, kiedy zobaczyłam Stylesa.
- czyżby ktoś się zgubił?
- nie. Skąd ci to przyszło do głowy?
- chociażby stąd, że stoisz tutaj, zamiast być w domu - uśmiechnął się triumfalnie. 
- Styles jesteś jeszcze głupszy niż myślałam, skoro nie wyczułeś tego sarkazmu - pomyślałam - dobra, nie ważne - powiedziałam i z powrotem usiadłam na krawężnik.
- powodzenia! Zajrzę do ciebie jutro sprawdzić czy żyjesz, czy może zamarzłaś, bo tą drogą nikt nie jeździ - powiedział, wychylając się - to jak? Wsiadasz?
kolejny dzień
            Tej nocy nie spałam za dobrze. Spojrzałam na zegarek, było piętnaście po siódmej. Nigdy tak wcześnie nie wstaje, gdy mam wolne. Ubrałam na nogi kapcie i w piżamie (klik) zeszłam na dół. Zmęczona zmierzałam do kuchni. Podeszłam do lodówki, jednak nie było niczego na co miałam akurat ochotę więc postanowiłam wrócić do pokoju i spróbować jeszcze zasnąć. Zrobiłam szybki obrót o sto osiemdziesiąt stopni i zamarłam. W drzwiach stał Zayn, który opierał się o framugę i mi się przyglądał.  Uśmiechał się.
- co tutaj robisz?
- miłe powitanie - jęknął i ruszył w moim kierunku.
- długo tak stałeś?
- wystarczająco. Ładnie wyglądasz - zaśmiał się, zbliżając się jeszcze bardziej.
- głupek - stwierdziłam, wymijając go. Nie czekając długo ruszyłam w stronę pudrowego pokoju, jednak po drodze zaczepił mnie Harry, który stwierdził, że musimy koniecznie porozmawiać, bo to sprawa życia i śmierci. Dopiero przy drzwiach stwierdził, że wszystko to jego wina i strasznie mnie przeprasza. Nie wiedziałam o co mu chodziło do czasu, kiedy nie weszłam do pokoju. Było ciemno, a ja poczułam, ze na kogoś wpadłam.
- Zayn? - jęknęłam niepewna - co robisz w moim pokoju?! - zapytałam juz nieco pewniejszym tonem.
- ee..Harry - zaczął również zaskoczony tą sytuacją, kiedy usłyszeliśmy, że ktoś przekręca zamek w drzwiach. 
- Harry, mogę się dowiedzieć co ty najlepszego wyprawiasz?
- nie wypuszczę was stamtąd dopóki się nie pogodzicie - krzyknął, a w jego głosie wyczułam nutkę zadowolenia.
- Harry do cholery jasnej!! Wypuść mnie!! - zaczęłam krzyczeć - Styles jeżeli w tej chwili mnie nie wypuścisz to jak Boga kocham wyrwę ci nogi z dupy! - krzyczałam coraz głośniej.
- Nat.. - zaczął Zayn, jednak nie pozwoliłam mu dokończyć.
- siedź cicho! - warknęłam.
- oj z tego co słyszę to szybko stąd nie wyjdziecie - usłyszałam roześmiany głos mojej siostry.
- Monika, proszę - jęknęłam zrezygnowana.
- mnie w to nie mieszaj, ale radzę wam zatrzeć topór wojenny, bo Harry jest zawzięty. Idę na dół, pa!
- Monia ty też przeciwko mnie? Błagam! - jednak odpowiedział mi tylko i wyłącznie tupot stóp. 
- Natala, to nic nie da. Za dobrze ich znam.
- znasz? TO dlaczego nic nie zrobisz?! Nic do cholery! Siedzisz i się ciągle gapisz! Siedzisz i to na dodatek na moim łóżku! Złaź!
Chłopak posłusznie wykonał moje polecenie i usiadł pod ścianę, a ja sama zajęłam jego miejsce. Obserwowałam go uważnie, bardzo uważnie. Siedział smutny. Miał w swoim spojrzeniu coś, co wywoływało u mnie te cholerne poczucie winy.
- no dobra, chodź - powiedziałam poklepując pościel obok siebie.
- jednak są w tobie ludzkie odruchy - wyszczerzył się.
- spadaj - uderzyłam go pięścią w ramię. Chłopak złapał moją dłoń w celu ściągnięcie jej ze swojej górnej części ciała. Przybliżył się trochę do mnie. Dziwnie się czułam.
- halo! Żyjecie? - usłyszałam głos Liama.
- Liam zrobię wszystko co chcesz, ale otwórz te cholerne drzwi! - powiedziałam szybko, odrywając się od Zayna. 
- wszystko?
- tak, absolutnie wszystko!
- dobra, daj mi chwilę - sekundę później usłyszałam jak grzebie w zamku.
- Liam odbiło ci? - usłyszałam nagle głos Harrego.
- ale jest już okej.
- haha, jasne. Oni kłamią. Myślisz, że oni by się tak szybko pogodzili?! Jedno jest bardziej uparte od drugiego. Nie ma szans!! - ponownie usłyszałam ten cholerny tupot stup.
- wszystko przez ciebie! Nawet nie wiesz jak bardzo chciałabym ci teraz przywalić! - warknęłam przyciskając Zayna do ściany. Szybko się przekonałam, że Malik ma o wiele więcej siły ode mnie. Jeden zwinny ruch i teraz ja jestem przyciśnięta.
- nawet nie wiesz, jaka jesteś piękna - wyszeptał mi do ucha. Zbliżył swoją twarz do mojej. Bliskość tego chłopaka działała na mnie dziwnie. 
- puść - szepnęłam. Poczułam po chwili, jak jego usta delikatnie ocierają się o moje. Nie był to pocałunek, raczej coś w stylu delikatnego muśnięcia. 
- jak sobie życzysz - wyszeptał patrząc na moje usta i odwrócił się idąc w stronę łóżka. Zostawił mnie samą pod ścianą. Niby sama tego chciałam, ale jestem pewna, że chłopak zrobił to specjalnie. Osunęłam się i usiadłam na ziemi.
- i co teraz robimy? - spytałam po chwili.
- nic - stwierdził i odchylając głowę do tyłu zamknął oczy.
- mam dość...nie chciałam tutaj w ogóle przyjeżdżać, a co dopiero użerać się z tobą! - mówiłam naprawdę wkurzona.
- to dlaczego tutaj jesteś, skoro nie chciałaś tutaj być?
- wystarczyło, że moja siostra chciała.
- zimno ci? - spytał, widząc jak gładzę dłońmi o swoje ramiona.
- trochę - szepnęłam. Zdziwiło mnie bardzo kiedy Zayn podszedł do mnie,  objął i przytulił. Bardzo mocno przytulił. Kilka razy pociągnęłam nosem, aby skutki mojego potajemnego płakania nie wypłynęły na zewnątrz. Na marne.
- nie płacz - powiedział cicho, a ja zamknęłam oczy. Nagle usłyszałam jak śpiewa. Te nucenie działało na mnie kojąco. Wtuliłam się w niego i po chwili zasnęłam.

12 komentarzy:

  1. super rozdział

    OdpowiedzUsuń
  2. super rozdział

    OdpowiedzUsuń
  3. Rozdział niesamowity.
    Naprawdę świetnie piszesz :)
    Dodaj następny jak najszybciej ^^

    OdpowiedzUsuń
  4. Piszesz świetnie, a rozdział jest fantastyczny. Proszę o następny i zapraszam do mnie : meandawesome5.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  5. TEN JEST MEEEEEEGA! Zawzięta ta dziewczyna nie da sie tak łatwo.
    Czekam na dalszy rozwój wydarzeń ;)
    http://truefriendshipandmaybelove.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  6. Jeju , świetny jest ten blog . Pochłoniłam go całego w chyba 1 godzinne . Czekam z niecierpliwością na następny ;D i życzę weny .

    OdpowiedzUsuń
  7. genialny!
    uwielbiam tą historię :)
    właśnie przeczytałam ją całą i mam zamiar poznawać dalsze losy Natalii i 1D.
    pisz szybko kolejny rozdział, bo nie mogę się doczekać!
    obserwuje :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Kiedy następny ?
    Bo już nie mogę się doczekać .
    A tak poza to życzę weny .

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. na pytania odpowiadam tylko i wyłącznie w zakładce "pytania i kontakt":)

      Usuń

dziękuję za każdy komentarz:)

pytania:

Obserwatorzy